Rób to, co Cię uszczęśliwia. Bądź z kimś, kto sprawia, że się uśmiechasz. Śmiej się tyle, ile oddychasz i kochaj tak długo, jak żyjesz"

Sonntag, 25. September 2011

Zaczynamy od nowa...

Nie wiem od czego zacząć... Tyle się działo w ostatnich tygodniach i nadal dzieje... I na pewno na tym się nie skończy...

Dzisiaj mija 16 tygodni, jak przyjechaliśmy do naszego "nowego" - starego, bo 150-letniego domu. Do miejsca, które będzie odtąd naszym miejscem na Ziemi. To miejsce to Nadrenia - Westfalia. Północno - zachodnia część Niemiec. Niedługo będzie aparat i będę mogła wkleić zdjęcia cudownej okolicy:-) A "nowy" dom? Na razie to straszny dwór, zaniedbany przez poprzednich włascicieli, którzy przez kilka ostatnich lat nic nie robili, niczego nie remontowali, nie odnawiali, bo wiedzieli, że się niebawem wyprowadzają... Ale trafił się nam, i mam nadzieję, że zrobimy z niego cudowną siedzibę dla naszej rodziny.

Dom w Polsce sprzedany - aż się łezka w oku kręci, ale trafił w dobre ręce... Została TAM rodzina, przyjaciele i dobrzy znajomi - ale to w końcu tylko 800 km do przejechania...

Za nami (a właściwie za mną, bo Ka. pracuje w tygodniu od rana do wieczora) tygodnie załatwiania formalności związanych z pobytem w nowym miejscu - zameldowanie w urzędzie gminy, w urzędzie skarbowym, w Ausländeramt, Familienkasse, kuratorium, dziesiątki szkół i przedszkoli, żeby znaleźć wolne miejsca dla naszych dzieci, tłumaczenie wielu dokumentów i procedury związane z uznaniem świadectw i dyplomów, założenie kont w banku, znalezienie dla mnie pracy (z której i tak będę musiała zrezygnować z końcem miesiąca, bo po prostu "nie wyrabiam"...) i wiele, wiele innych - nie sposób wszystkiego wymienić. W ciągu tych 16 tygodni Ka. musiał dwa razy pojechać do Polski pozałatwiać ostatnie sprawy TAM... Ja w przerwach w zajmowaniu się maluchami malowałam ściany i odnawiałam starocie znalezione w "nowym" - starym domu, wyszukiwałam panele i wykładziny na podłogi, gotowałam, sprzątałam, prałam, załatwiałam...

Czasu na czytanie i szycie nie miałam w ogóle:-(

Od dwóch tygodni mamy telefon i internet, od 6 tygodni Złotowłosa chodzi do nowego przedszkola, od 8 tygodni ja do nowej pracy, od 2 tygodni Starszomłodsza chodzi do nowej szkoły, za tydzień Najstarsza rozpocznie swoją roczną praktykę w nauce zawodu, za dwa tygodnie Najmłodszy skończy rok i pójdzie do przedszkola, a Ka. od pierwszego czerwca pracuje w nowej firmie.

Dzisiaj o 5.00 rano Ka. pojechał do Polski (po raz trzeci już) - spakować ostatecznie wszystko - meble, ubrania, zabawki, rowery i wszystkie inne ruchomości - załaduje to do TIR-a i wróci do nas we wtorek. Nie sposób czekać w nieskończoność, aż przy okazji coś tam się przywiezie - raz krzesełko dla Najmłodszego i kołdry, drugi raz kilka książek i zabawek, "może maszyna do szycia się zmieści, ale odkurzacz to już kochanie następnym razem." Musiałam podjąć męską decyzję o wynajęciu dużego samochodu, bo Ka. nie zdecydowałby się nigdy i chyba jeszcze dwa lata woziłby w  bagażniku i boxie po kilka rzeczy. Już nie mogę się doczekać - będzie, jak kilka lat temu - meblowanie i urządzanie na nowo. Pokoje już dawno rozdzielone (jest ich zresztą 14, więc każdy bez problemu będzie miał super kąt dla siebie), jeszcze nie wszystkie odnowione, ale z czasem wszystko się zrobi.

Muszę kończyć, bo nasza czekoladowa labradorka, Luna, nowy członek rodziny w nowym miejscu, domaga się wyjścia. Na dworze piękne słońce, wrzesień w ostatnich dniach jest rzeczywiście piękny, a i październik zapowiada się nie mniej złociście...

Kommentare:

  1. no nareszcie jesteś, nie odzywać się od kwietnia!!!!
    Tyle nowości, że dech zapiera. Czekam na zdjęcia, tego starego, nowego domu. Pozdrawiam serdecznie

    AntwortenLöschen
  2. Witaj Kochana :) fajnie ze jestes, a jednak przeprowdzka, tez czekam na fotki i relacje z nowego zycia.

    AntwortenLöschen
  3. Jestem, jestem, żyję i mam się całkiem dobrze. Zdjęcia będą, a jakże - ale póki co, nie mogę doczekać się ciężarówki z naszym "dobytkiem". Właśnie namówiłam moją mamę, żeby pryzjechała na tydzień, dwa do opieki nad Ksawerym - żebym ja mogła w spokoju dalej malować, szorować, zawieszać, ustawiać, kupować, docinać i szyć i sama nie wiem co jeszcze. Pozdrawiam równie serdecznie:-)

    AntwortenLöschen
  4. Powodzenia "na nowej drodze życia" :):)
    Taka wyprowadzka to niesamowite wyzwanie, podziwiam Was bardzo.
    Z drugiej strony - takie "na nowo", to zawsze szansa na ty by było inaczej, ciekawiej,...osobiście bardzo lubię zmiany:)

    Trzymam kciuki za szybkie załatwienie formalności.

    AntwortenLöschen
  5. Święta racja, to ogromne wyzwanie - gdybyśmy nie podjęli decyzji o tej przeprowadzce, niewiele by się zmieniło w naszym życiu. Najlepsze, co z tej zmiany wynika,to to, że znów jesteśmy razem całą rodziną, bo do tej pory Ka. pracował "za Odrą", a ja w Polsce z dzieciakami, jak ta matka samotnie wychowująca...

    Ja też uwielbiam zmiany - gdyby było inaczej, nie byłoby nas tu, gdzie właśnie jesteśmy. Dziękuję za te kciuki, na pewno pomogą, bo widzę, że wychodzimy na prostą z niemieckimi urzędami:-)

    AntwortenLöschen